27.06.2013

POLAND TROPHY DRAGON WINCH EXTREME W MOGILNIE

27.06.2013
 

Tolkien przed napisaniem “Władcy pierścieni” chyba przejeżdżał przez  Mogileński Mordor … Zatem czas na garść informacji jako, że druga runda  POLAND TROPHY DRAGON WINCH EXTREME w okolicach Mogilna zakończyła się sukcesem! Oto, jak Roman Popławski i Artur Owczarek opisują swoje zmagania podczas tej drugiej morderczej rundy:
 

"Po ostatnim rajdzie auto nieco ucierpiało i wymagało sporo pracy.

Wiosna, a więc jak zawsze więcej zajęć i na przygotowanie auta trzeba było wyrwać z nocy po kilka godzin, żeby na PT było jak nowe.


Baza,  tym razem bardzo blisko od nas, więc choć raz dojazd nie stanowił problemu.

Ośrodek w Skorzęcinie, bardzo rozległa baza rajdu, muzyka i atmosfera wypoczynku niczym nie zapowiadała tego, co organizator ukrył w mrokach Mordoru.

Prolog w znanym już Ignalinie przyciągnął, jak zwykle wielu kibiców. Niezbyt długi, twardy i bardzo kręty. Walka o sekundy, bardzo zacięta (nawet rolka była).

Na starcie stanęło w sumie ok.60  aut, więc widowisko trwało dość długo, ale przy letniej pogodzie czas mijał bardzo szybko.
 

Wykręciliśmy trzeci czas, więc strategicznie bardzo dobrze i start do etapu nocnego. W PT liczą się tylko czasy oesowe, więc spokojnie można było zapoznać się z trasą. Ale jak się okazało to, co zobaczyliśmy na pierwszym oesie ,,Rzeźnia” trochę nas przeraziło. Pamiętając ostrzeżenia organizatora z odprawy ,, będzie cieżko , z mnóstwem niespodzianek”, postanowiliśmy jechać przede wszystkim rozważnie i nie popełnić głupich błędów. Oczywiście chcieliśmy ten rajd wygrać i mieliśmy świadomość, że na starcie stanęły bardzo dobre załogi. Słysząc na trasie ,,Skylinea” Cobry , nasz obrotomierz sam wkręcał się na 6 tys. Ale spokój był najważniejszy. To długi etap, 8 godzin limitu, więc niemało, ale skoro aż tyle, wiadomo, że czeka nas ciężka robota.
 

W sumie cztery odcinki  etapu nocnego poszły nam dość szybko, choć pracowała głównie wyciągarka. Mało kiedy można było coś zrobić na kołach, które ciągle były schowane pod ,,lagrem” Ale nie tylko lina, to była gimnastyka między drzewami, korzeniami i ciągłe sprawdzanie przepastnych dołów przykrytych bagienna trawą. ,,Mokra Jadzia nie wybacza”, tak nazywał się kolejny katorżniczy odcinek. Prawie kilometr zalanych błotem rowów między drzewami. W nocy Jadzia nam wybaczyła i poszło w miarę gładko. ,,Pijany sołtys”, czyli trawers między tysiącami krzewów i ,,Tomb Rider” były już tylko formalnością. Wróciliśmy po pięciu godzinach, z czego odcinki pokonaliśmy w niewiele ponad trzy godziny. Rano okazało się – jesteśmy na pierwszym, z przewagą 46 min.  Auto praktycznie w ogóle nie ucierpiało, więc serwis nie miał wiele roboty.
 

Etap dzienny - startowaliśmy jako pierwsi. Mamy przewagę, ale wiadomo, jak łatwo ją stracić. To, co w nocy już było ciężką przeprawą teraz było gorsze 10-cio krotnie. Trasę przeryły wszystkie auta w jedną stronę, a teraz jechaliśmy odcinki od tyłu. Wielu z Was wie co to znaczy.  Jazda pod nastroszone połamane krzaki i drzewa, a lagier przemielony do jądra ziemi. To była orka, a odcinki wydawały się nie mieć końca. Urwana lina, a auto utopione po kierownicę. Elektryczny DRAGON WINCH ledwie dał radę wyrwać nasze auto z przepaści. Gdyby nie wzajemna pomoc wszyscy wszystkim, tkwilibyśmy tam do dzisiaj.
 

To był rajd, który zajechał pilotów. I może właśnie, dlatego że my zamienialiśmy się rolami i wspólnie bardzo ciężko pracowaliśmy, udało się! Jako jedyna załoga pokonaliśmy wszystkie odcinki mieszcząc się w limicie czasu. Zwyciężyliśmy II rundę Poland Trophy- czyli najcięższy rajd przeprawowy w Polsce. Walka z  zawodnikami na tak wysokim poziomie, tym większą daje satysfakcję.  
 

Mieliśmy cel – nie poddać się i przejechać wszystko, dlatego ominęliśmy bez pomocy kilka unieruchomionych na amen załóg. Tak, mieliśmy z tego powodu dyskomfort , za to po skończonym rajdzie wróciliśmy na trasę aby pomóc w nieszczęściu. Wszyscy byli piekielnie zmęczeni i brakowało koncepcji. Do głowy przychodził tylko helikopter. Prawie do 21-wszej jeszcze walczyliśmy … i tam dopiero była prawdziwa walka z naturą…
 

Byliśmy na wielu rajdach, ale ten na długo zostanie nam w pamięci. Nogi bolą, choć już dwa dni od zakończenia … i o to chodzi. Off-road musi boleć, ale to najprzyjemniejszy ból świata! 

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej. Więcej w Polityce Prywatności