08.06.2014

RAJD SARDYNII: SONIK NA TYKAJĄCEJ BOMBIE

08.06.2014
 

"Na Sardynii zawsze było ciężko, ale dziś przeżyłem koszmar. Przejechałem tu mnóstwo trudnych etapów, więc teren nie mógł mnie zaskoczyć. Jechałem dziś jednak na tykającej bombie i czekałem tylko kiedy wybuchnie" -  mówił Rafał Sonik, który pierwszego dnia rywalizacji w czwartej rundzie Pucharu Świata FIM walczył z awarią elektryki i elektroniki, a mimo to stracił do lidera jedynie 27 minut i  w klasyfikacji rajdu zajmuje trzecią lokatę.
 

Tykającą bombą niemal dosłownie był w niedzielę silnik, który według wskaźników nagrzewał się do temperatury 130 stopni, podczas gdy przy 118 istnieje już niebezpieczeństwo wybuchu. - Sprawcą tej awarii była elektryka i elektronika. Straciłem ładowanie, a więc światła, przewijarkę od roadbooka, a co najgorsze – starter. Kiedy klinowałem się w skałach, silnik gasł i musiałem sam obracać quada przodem do dołu, staczać go, wskakiwać i odpalać na tzw. „pych”. Często trzeba było potem dłuższy czas szukać miejsca do zawrócenia. Pchałem, ciągnąłem, przestawiałem. Kiedy ruszałem, to wskazówka temperatury silnika wędrowała od razu w górę i robiło się nerwowo. Potem okazało się, że miałem tylko tyle prądu, żeby pojawiła się iskra w cylindrze – relacjonował krakowianin.  
 

Ciężka praca siłowa przy reanimowaniu quada kosztowała Sonika mnóstwo sił. – Podczas manewrów z wypychaniem, żeby kompletnie się nie zagotować musiałem zdejmować kask i gogle. Wyjeżdżałem na szczyt, zostawiałem silnik na wolnych obrotach, schodziłem po mój kask i znów drapałem się na górę. Myślałem, że wyzionę dziś ducha – komentował. 
 

- Całe szczęście, że stało się to na pierwszym etapie, bo byłem jeszcze świeży i pełen sił. Gdyby to było później, niewykluczone, że padłbym gdzieś w cieniu i zakończył rywalizację. Byłem potwornie zmęczony. Póki miałem wodę, to się nią oblewałem. Potem skończył mi się nawet płyn w camelbaku. Całe szczęście, że wcześniej się nawodniłem, bo język przyklejał mi się do podniebienia, a w zębach chrzęścił kurz. To był po prostu koszmar, było tragicznie. Makabra! Dawno nie byłem tak skonany. Mam dość… - mówił wycieńczony zawodnik.
 

Patrząc na okoliczności, strata Polaka do rywali jest naprawdę niewielka. - Nie wiem, czy prowadząca dwójka zwolniła w drugiej części oesu, ale byłem przekonany, że jestem co najmniej godzinę w plecy.
 

- Jeżeli zapytać jakiegokolwiek rajdowca, bez względu na pojazd, którym jeździ, jaki koszmar mu się śni po nocach, to każdy na pewno odpowie: awaria elektryki i elektroniki. Nie ma większego draństwa, bo na odcinku specjalnym nic nie można na to poradzić. Przecież właśnie z tego powodu Jarek Kazberuk musiał wycofać się z Dakaru po zaledwie dwóch dniach rywalizacji. Dziś dla mnie również spełnił się koszmar rajdowca – mam nadzieję, że limit pecha został już wyczerpany. Wymieniamy silnik i cały układ elektryczny, ale wciąż nie możemy być pewni, że to rozwiąże problem. W poniedziałek czeka nas test w bojowych warunkach… - zakończył.
 

Wyniki 1. etapu:
1. Mohamed Abu-Issa (QAT) 3:00.54
2. Sebastien Souday + 3.36
3. Rafał Sonik (POL) + 27.04

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej. Więcej w Polityce Prywatności